Ten zestaw wcale nie powstał z myślą o Walentynkach. Miał to być elegancki komplet, w którym znajdzie się klasyczny odcień głębokiej, nasyconej czerwieni. Jak się okazało, znalezienie odpowiedniego koloru w gąszczu rozmaitych koralików wcale nie było takie proste, więc zestaw powstawał dość długo.
W końcu jednak ujrzał światło dzienne i na kilka dni przed Walentynkami trafił do swojej właścicielki.
Czerwone kryształki w czarnej oprawie subtelnie błyszczą, nawet w słabo oświetlonych pomieszczeniach. Będą idealnym dodatkiem do kolacji przy świecach i czerwonego wina :)
Użyte materiały: fasetowane kryształki, koraliki Toho i Miyuki Delica, srebrne bigle, sznurek S-Lon
W ferworze pracy z czerwienią i czernią powstały dodatkowe prace:
Czarne kolczyki z szarością i czerwienią....
... które zgubiłam pierwszego dnia noszenia :(
I czarne z metaliczną czerwienią. To był prawdziwy poligon doświadczalny, nowy wzór i liczne próby uzyskania właściwego efektu. Oba wyplecione w nieco inny sposób, ale z podobnym rezultatem, można zatem przyjąć, że jest to komplet.
Szczęśliwego Dnia Zakochanych!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mikromakrama. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mikromakrama. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 lutego 2018
sobota, 11 listopada 2017
Makramowe listki we wszystkich barwach
No, może nie we wszystkich ;)
Znajdą jednak swoją wersję Ci, którzy lubią ciepłe odcienie brązów i różu, chłodne odcienie niebieskiego czy fioletowego, a także Ci, którzy poszukują energetycznej, radosnej żółci.
Kolczyki miały swoją premierę już dość dawno w wersji zimowej, biało-niebieskiej. Od tamtej pory powstało kilka nowych koncepcji kolorystycznych, które chciałabym pokazać.
Wszystkie wykonane zostały z wytrzymałego, nieodbarwiającego się sznurka nylonowego S-Lon, koralików Toho, szklanych koralików-kwiatków oraz, jako że odchodzę już od stosowania zwykłych metali, z drutu srebrnego. Wersja brązowa wykonana została na bazie drutu miedzianego. Bigle wykonane są nieuczulającej stali chirurgicznej.
Oto efekty:
Wersje niebieska i fioletowa:
Wersja w ciepłych, jesiennych tonacjach:
I wersja energetyczna, idealna do przełamania szarości jesienno-zimowych płaszczy:
Która opcja najbardziej przypadła Wam do gustu?
Znajdą jednak swoją wersję Ci, którzy lubią ciepłe odcienie brązów i różu, chłodne odcienie niebieskiego czy fioletowego, a także Ci, którzy poszukują energetycznej, radosnej żółci.
Kolczyki miały swoją premierę już dość dawno w wersji zimowej, biało-niebieskiej. Od tamtej pory powstało kilka nowych koncepcji kolorystycznych, które chciałabym pokazać.
Wszystkie wykonane zostały z wytrzymałego, nieodbarwiającego się sznurka nylonowego S-Lon, koralików Toho, szklanych koralików-kwiatków oraz, jako że odchodzę już od stosowania zwykłych metali, z drutu srebrnego. Wersja brązowa wykonana została na bazie drutu miedzianego. Bigle wykonane są nieuczulającej stali chirurgicznej.
Oto efekty:
Wersje niebieska i fioletowa:
Wersja w ciepłych, jesiennych tonacjach:
I wersja energetyczna, idealna do przełamania szarości jesienno-zimowych płaszczy:
Która opcja najbardziej przypadła Wam do gustu?
piątek, 29 września 2017
Morska mikromakrama
Ten wzór się nie nudzi. Był już niebieski, czerwony, zaraz będzie biało-żółty i czarno-czerwony, kolczyki zaś powstały chyba już we wszystkich kolorach.
Ale za każdym razem, gdy go powtarzam, wychodzi coś zupełnie innego. Kolor sznurka i dobór koralików zmieniają wszystko.
Dzisiaj zatem odsłona mojego ulubionego koloru z dzieciństwa - morskiego. Do wykonania zestawu użyłam nylonowych nici S-Lon, szklanych fasetowanych kryształków, drobnych koralików Toho i Delica oraz czeskich fasetowanych Fire Polish.
Całość wyszła bardzo spójnie, a kolor, choć wyrazisty, nie razi. Miałam okazję się już przekonać, że pasuje zarówno do kwiecistych bluzek, jak i stonowanych, biurowych stylizacji. Mam nadzieję, że i Wam się podoba.
Ale za każdym razem, gdy go powtarzam, wychodzi coś zupełnie innego. Kolor sznurka i dobór koralików zmieniają wszystko.
Dzisiaj zatem odsłona mojego ulubionego koloru z dzieciństwa - morskiego. Do wykonania zestawu użyłam nylonowych nici S-Lon, szklanych fasetowanych kryształków, drobnych koralików Toho i Delica oraz czeskich fasetowanych Fire Polish.
Całość wyszła bardzo spójnie, a kolor, choć wyrazisty, nie razi. Miałam okazję się już przekonać, że pasuje zarówno do kwiecistych bluzek, jak i stonowanych, biurowych stylizacji. Mam nadzieję, że i Wam się podoba.
piątek, 9 grudnia 2016
Różano-miedziany zestaw
Potrzeba jest matką wynalazków. A zaletą craftowania jest to, że gdy brakuje biżuterii do nowej sukienki, to można ją sobie zrobić samodzielnie.
Taka jest krótka historia powstania dzisiejszego zestawu.
Postanowiłam zrobić długi wisiorek na łańcuszku, optycznie wydłużający sylwetkę, oraz pasujące kolczyki.
Jako punkt centralny naszyjnika wybrałam porcelanowy koralik na srebrze 925 z różą i ciemno żółtymi liśćmi. Do niego miedzianą zawieszkę w kształcie gałązki, kilka ulubionych szklanych kwiatów z czeskiej manufaktury (naprawdę dziwne, że są w Polsce tak mało znane!), różowy ceramiczny koralik marki Mykonos oraz koraliki Fire Polish i Swarovski.
Wisiorek zawiesiłam na zdobionym łańcuszku, który przeplotłam sznurkiem i koralikami Toho Magatama, do połowy długości całego naszyjnika (tutorial na taki łańcuszek znajdziecie tutaj).
Do naszyjnika zrobiłam także kolczyki. Bardzo długo dobierałam odpowiednie kolory i wydaje mi się, że trafiłam całkiem nieźle. To był pierwszy raz, kiedy pracowałam z Magatamą i muszę przyznać, że są oryginalne i idealne do różnego rodzaju wykończeń.
Tak się prezentuje cały zestaw:
I tak na szyi:
Taka jest krótka historia powstania dzisiejszego zestawu.
Postanowiłam zrobić długi wisiorek na łańcuszku, optycznie wydłużający sylwetkę, oraz pasujące kolczyki.
Jako punkt centralny naszyjnika wybrałam porcelanowy koralik na srebrze 925 z różą i ciemno żółtymi liśćmi. Do niego miedzianą zawieszkę w kształcie gałązki, kilka ulubionych szklanych kwiatów z czeskiej manufaktury (naprawdę dziwne, że są w Polsce tak mało znane!), różowy ceramiczny koralik marki Mykonos oraz koraliki Fire Polish i Swarovski.
Wisiorek zawiesiłam na zdobionym łańcuszku, który przeplotłam sznurkiem i koralikami Toho Magatama, do połowy długości całego naszyjnika (tutorial na taki łańcuszek znajdziecie tutaj).
Do naszyjnika zrobiłam także kolczyki. Bardzo długo dobierałam odpowiednie kolory i wydaje mi się, że trafiłam całkiem nieźle. To był pierwszy raz, kiedy pracowałam z Magatamą i muszę przyznać, że są oryginalne i idealne do różnego rodzaju wykończeń.
Tak się prezentuje cały zestaw:
I tak na szyi:
piątek, 13 maja 2016
Enchanted garden
Trochę czasu minęło od ostatniego wpisu, ale za to będzie zielono, niebiesko i fioletowo, no i kwiatowo, lekko i delikatnie — coś w sam raz na wiosnę.
Tak się złożyło, że niezamierzenie zebrała mi się cała kolekcja bransoletek plecionych w technice mikromakramy, z koralikami, szklanymi kwiatkami i łącznikami z kwiatową grafiką.
A wszystko zaczęło się od zielonej, przywodzącej na myśl ogród lub las, trochę zaczarowany.
Powstała też druga wersja, nie z zapięciem makramowym, ale tradycyjnym — z łańcuszkiem posrebrzanym i liściastą zawieszką.
Idąc za ciosem, powstawały kolejne. Poniższa świetnie pasuje do stroju biurowego.
I kolejna w niebieskościach, w sumie też :) Najtrudniejszy jest zawsze początek i dobieranie idealnych koralików. Tutaj udało się wybrać bardzo fajne cylindryczne koraliki opalizujące na fioletowo — fajnie przełamują ogólną niebieskość całości.
I na koniec coś na weekend — kolory, żółty, fioletowy, różowy, kwiaty, łąka i słońce.
Dawno temu do tego łącznika powstała inna wersja kolorystyczna. Zobaczcie, jak zmienia się całość, gdy zmieni się kolor sznurka:
Którą wersję byście wybrali?
Niezależnie od koloru, wszystkie te bransoletki są ultralekkie i delikatne (co nie znaczy, że łatwo je zniszczyć — są plecione z bardzo mocnej nylonowej nici, a supełki końcowe potraktowane ogniem, a potem, dla podwójnej pewności, jeszcze klejem).
W tej serii powstało jeszcze kilka bransoletek, które już Wam pokazywałam. Kliknijcie w obrazki, aby przenieść się do odpowiednich postów:

Tak się złożyło, że niezamierzenie zebrała mi się cała kolekcja bransoletek plecionych w technice mikromakramy, z koralikami, szklanymi kwiatkami i łącznikami z kwiatową grafiką.
A wszystko zaczęło się od zielonej, przywodzącej na myśl ogród lub las, trochę zaczarowany.
Powstała też druga wersja, nie z zapięciem makramowym, ale tradycyjnym — z łańcuszkiem posrebrzanym i liściastą zawieszką.
Idąc za ciosem, powstawały kolejne. Poniższa świetnie pasuje do stroju biurowego.
I kolejna w niebieskościach, w sumie też :) Najtrudniejszy jest zawsze początek i dobieranie idealnych koralików. Tutaj udało się wybrać bardzo fajne cylindryczne koraliki opalizujące na fioletowo — fajnie przełamują ogólną niebieskość całości.
I na koniec coś na weekend — kolory, żółty, fioletowy, różowy, kwiaty, łąka i słońce.
Dawno temu do tego łącznika powstała inna wersja kolorystyczna. Zobaczcie, jak zmienia się całość, gdy zmieni się kolor sznurka:
Którą wersję byście wybrali?
Niezależnie od koloru, wszystkie te bransoletki są ultralekkie i delikatne (co nie znaczy, że łatwo je zniszczyć — są plecione z bardzo mocnej nylonowej nici, a supełki końcowe potraktowane ogniem, a potem, dla podwójnej pewności, jeszcze klejem).
W tej serii powstało jeszcze kilka bransoletek, które już Wam pokazywałam. Kliknijcie w obrazki, aby przenieść się do odpowiednich postów:

wtorek, 2 lutego 2016
Lis w jesiennych liściach, czyli obidome i obijime
Megawielki projekt wreszcie ukończony!
Łączy on filc, makramę i zamiłowanie do japońskiej kultury :)
Obijime to wąski pasek, którym przewiązuje się szeroki pas obi do kimona. Obidome zaś to broszka nasuwana na ten pasek. Dzisiaj pokażę Wam zestaw idealny do momijigari — jesiennego podziwiania opadających kolorowych liści.
Tradycyjnym symbolem związanym z tym świętem jest czerwony listek klonu, ja zdecydowałam się na lisa, który w mitologii japońskiej uważany jest za mądrą, magiczną istotę.
Zacznijmy zatem od lisa:
Na początku była kartka, ołówek i niezliczona liczba prób narysowania zwiniętego w kłębek lisa. Kiedy wreszcie udało się narysować szkic, odrysowałam go na arkuszu filcu i tak jak maluje się obrazek pędzlami, ja malowałam wełną za pomocą igieł.
Filcowanie zajęło ponad tydzień — okazało się, że wcale nie jest tak łatwo wyfilcować coś niesymetrycznego, nie chciałam też, żeby lis był zbyt płaski, bo wtedy jego ogon zlałby się z resztą. Więc dokładałam wełny — trochę tu, trochę tam, trochę też cieniowałam, dodając nieco ciemniejszej wełny.
Na końcu doszyłam bazę obidome, która w razie potrzeby może stać się zwykłą broszką.
Finalny efekt:
Prace nad obijime trwały solidnych kilka kolejnych tygodni. Pasek miał mieć długość 140 cm, szerokość 1,5 cm. Skorzystałam ze wzoru Raquel Cruz, ale zamiast proponowanych przez nią koralików postanowiłam użyć nici w jesiennych barwach.
Każdy listek to dodana nowa nić. Dlatego pod koniec zrobił się już niezły koszyczek:
Mikromakramowy pasek wymagał wiele skupienia. Chwila nieuwagi kosztowała wyjście poza równą linię i powstawanie nierównych listków, także odpadało np. jednoczesne plecenie i oglądanie telewizji. Cisza, spokój i pełna koncentracja.
Po wielu, wielu godzinach, moje najdłuższe mikromakramowe dzieło było skończone. Obidome idealnie pasuje do szerokości paska.
Frędzelki na końcach paska mają 3,5 cm.
A tak to wygląda w szerszej perspektywie:
Lisek może zakopać się w niteczkach pozostałych po tym tysiącu listków.
Jesienny zestaw powędruje do Magdy. Czekam na zdjęcia z kolejnego momijigari! ;)
Łączy on filc, makramę i zamiłowanie do japońskiej kultury :)
Obijime to wąski pasek, którym przewiązuje się szeroki pas obi do kimona. Obidome zaś to broszka nasuwana na ten pasek. Dzisiaj pokażę Wam zestaw idealny do momijigari — jesiennego podziwiania opadających kolorowych liści.
Tradycyjnym symbolem związanym z tym świętem jest czerwony listek klonu, ja zdecydowałam się na lisa, który w mitologii japońskiej uważany jest za mądrą, magiczną istotę.
Zacznijmy zatem od lisa:
Na początku była kartka, ołówek i niezliczona liczba prób narysowania zwiniętego w kłębek lisa. Kiedy wreszcie udało się narysować szkic, odrysowałam go na arkuszu filcu i tak jak maluje się obrazek pędzlami, ja malowałam wełną za pomocą igieł.
Filcowanie zajęło ponad tydzień — okazało się, że wcale nie jest tak łatwo wyfilcować coś niesymetrycznego, nie chciałam też, żeby lis był zbyt płaski, bo wtedy jego ogon zlałby się z resztą. Więc dokładałam wełny — trochę tu, trochę tam, trochę też cieniowałam, dodając nieco ciemniejszej wełny.
Na końcu doszyłam bazę obidome, która w razie potrzeby może stać się zwykłą broszką.
Finalny efekt:
Prace nad obijime trwały solidnych kilka kolejnych tygodni. Pasek miał mieć długość 140 cm, szerokość 1,5 cm. Skorzystałam ze wzoru Raquel Cruz, ale zamiast proponowanych przez nią koralików postanowiłam użyć nici w jesiennych barwach.
Każdy listek to dodana nowa nić. Dlatego pod koniec zrobił się już niezły koszyczek:
Mikromakramowy pasek wymagał wiele skupienia. Chwila nieuwagi kosztowała wyjście poza równą linię i powstawanie nierównych listków, także odpadało np. jednoczesne plecenie i oglądanie telewizji. Cisza, spokój i pełna koncentracja.
Po wielu, wielu godzinach, moje najdłuższe mikromakramowe dzieło było skończone. Obidome idealnie pasuje do szerokości paska.
Frędzelki na końcach paska mają 3,5 cm.
A tak to wygląda w szerszej perspektywie:
Lisek może zakopać się w niteczkach pozostałych po tym tysiącu listków.
Jesienny zestaw powędruje do Magdy. Czekam na zdjęcia z kolejnego momijigari! ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























