Czerwień, złoto i połyskujące wstążeczki to kwintesencja świątecznej stylówki, dlatego dzisiaj będą naszyjniki idealnie nadające się na uroczyste rodzinne spotkania. Oto trzy naszyjniki: w czerwieni złamanej szarością, złotem i czerni oraz granacie i bieli, wszystkie na połyskujących, delikatnych wstążkach.
Wersja czerwona, złamana szarością i różem, z delikatnym błyszczącym akcentem.
Wersja złota, tonowana czernią i ożywiana pomarańczowymi fasetowanymi koralami:
Wersja granatowo-biała ze srebrnymi akcentami. Będzie pasować także do biura, do białej bluzki i granatowego kardiganu.
Które z nich najbardziej pasują do Waszych świątecznych stylizacji?
Wesołych Świąt!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filcowanie na mokro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filcowanie na mokro. Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 grudnia 2016
środa, 10 lutego 2016
Kolekcja: Haftowane kaboszony z filcu
Zazwyczaj do swoich bransoletek kupuję gotowe kaboszony z grafikami, ale w tym przypadku postanowiłam spróbować swoich sił i własnoręcznie kilka wykonać. Postanowiłam też nie ograniczać się tylko do bransoletek i stworzyć całą kolekcję :)
Na pierwszy ogień poszły minimalistyczne kolczyki-sztyfty w dwóch kolorach:
Potem powstały równie minimalistyczne bransoletki, w pastelowym niebieskim i różowym kolorze:
Najwięcej jednak zabawy było z wisiorkami. Ponieważ baza miała większą średnicę (ok. 14 mm), postanowiłam trochę je ozdobić, nawiązując do mojej dawnej pasji, czyli wyszywania. Ale żeby nie było za łatwo, stwierdziłam, że nauczę się przy okazji czegoś nowego — i w tym przypadku był to haft bulionowy.
Oto efekty:
Koper na łańcuszku:
Listki haftowane ściegiem jodełkowym:
Złoty kłos z pszczołą (widzicie tam pszczołę, prawda?):
Złota gałązka (ścieg bulionowy):
Wszystkie elementy kolekcji są delikatne, nienachalne, no i oczywiście bardzo lekkie. Bransoletki można dowolnie łączyć z innymi lub nosić samodzielnie.
Jak na pierwszy raz, to wyszło chyba nie najgorzej ;)
Mała aktualizacja — coś dla miłośniczki muzyki:
Na pierwszy ogień poszły minimalistyczne kolczyki-sztyfty w dwóch kolorach:
Potem powstały równie minimalistyczne bransoletki, w pastelowym niebieskim i różowym kolorze:
Najwięcej jednak zabawy było z wisiorkami. Ponieważ baza miała większą średnicę (ok. 14 mm), postanowiłam trochę je ozdobić, nawiązując do mojej dawnej pasji, czyli wyszywania. Ale żeby nie było za łatwo, stwierdziłam, że nauczę się przy okazji czegoś nowego — i w tym przypadku był to haft bulionowy.
Oto efekty:
Koper na łańcuszku:
Listki haftowane ściegiem jodełkowym:
Złoty kłos z pszczołą (widzicie tam pszczołę, prawda?):
Złota gałązka (ścieg bulionowy):
Wszystkie elementy kolekcji są delikatne, nienachalne, no i oczywiście bardzo lekkie. Bransoletki można dowolnie łączyć z innymi lub nosić samodzielnie.
Jak na pierwszy raz, to wyszło chyba nie najgorzej ;)
Mała aktualizacja — coś dla miłośniczki muzyki:
środa, 28 października 2015
Jarzębinowy naszyjnik
Bardzo lubię jesień, bo od jesieni wszystko się zaczęło. Dni się robią coraz chłodniejsze, za to liście drzew wybarwiają się na setki odcieni pomarańczu, żółci i czerwieni. Ma się wtedy ochotę ogrzać tymi kolorami. A ponieważ wełna najbardziej kojarzy się z ciepłem i otulaniem, to niemal naturalnie powstają wtedy nowe pomysły na filcową biżuterię.
Od żołędzi się zaczęło, potem pokazywałam Wam też dynie. Dzisiaj przyszła pora na kolejny skarb jesieni — jarzębinę.
Jarzębinowy naszyjnik powstał specjalnie z myślą o warsztatach w Białej (relacja tutaj). Miał być podsumowaniem wszystkiego tego, czego uczestniczki uczyły się przed dwa dni. Są zatem sznury, są kuliste jarzębinki i jest łączenie różnych materiałów — a do tego jest jesiennie, można to więc nazwać Filcoolkową kwintesencją.
Od żołędzi się zaczęło, potem pokazywałam Wam też dynie. Dzisiaj przyszła pora na kolejny skarb jesieni — jarzębinę.
Jarzębinowy naszyjnik powstał specjalnie z myślą o warsztatach w Białej (relacja tutaj). Miał być podsumowaniem wszystkiego tego, czego uczestniczki uczyły się przed dwa dni. Są zatem sznury, są kuliste jarzębinki i jest łączenie różnych materiałów — a do tego jest jesiennie, można to więc nazwać Filcoolkową kwintesencją.
Naszyjnik powstał z inspiracji pomponowymi naszyjnikami, w których do sznura (lub ułożonych warstwowo sznurów) przyszyta jest pomponowa taśma. Może ona być także umocowana kółeczkami montażowymi. Ja, by dodać całości trochę blasku, postanowiłam wykorzystać łańcuch o grubych oczkach i owalne złote przekładki
Jarzębinki są doszyte muliną do poszczególnych jego ogniw. Węzełki tworzą ogonki, a że są doszyte każda z osobna, to dyndają sobie swobodnie.
Końcówki zostały wklejone, a łańcuszek przedłużający ozdobiony został pozłacanym listkiem.
Tak prezentuje się całość:
Kolorowej jesieni!
czwartek, 22 października 2015
Relacja z warsztatów filcowania w Białej
Kiedy dostałam maila z Gminnego Ośrodka Kultury w Białej z prośbą o poprowadzenie warsztatów, sprawdziłam na mapie, gdzie to jest i złapałam się za głowę: „O rety, jak daleko, nie ma szans!”. Biała położona jest bowiem ok. 5 godzin jazdy samochodem od Warszawy, za Opolem, ale jeszcze przed Górami Opawskimi, które stanowią naturalną granicę między Polską a Czechami. Jednak kiedy okazało się, że warsztaty mają być dwudniowe i że mają się odbyć w jesienny weekend października, kiedy liście zaczynają się już pięknie wybarwiać, pomyślałam, że nie warto tracić takiej wspaniałej okazji do zwiedzenia tamtych okolic. Jak się potem okazało, ani przez chwilę nie żałowałam swojej decyzji — było bowiem absolutnie fantastycznie.
Wełny nie miało nam prawa zabraknąć :)

A niektóre z nich były dwukolorowe:

Warsztaty stanowiły wyzwanie nie tylko z racji dojazdu i logistyki. Miały bowiem być dwudniowe i to dla tej samej grupy osób. Musiały zatem obejmować podstawy, ale nie mogło również na nich zabraknąć bardziej zaawansowanych technik i projektów. Ponieważ lubię tworzyć swoją biżuterię w nawiązaniu do obecnie panującej pory roku, postanowiłam, że drugi dzień, po zaznajomieniu się z wełną, filcem i podstawowymi technikami, poświęcony będzie tworzeniu jesiennej biżuterii.
Ale od początku :)
DZIEŃ 1
Pierwszy dzień był bazowy. Uczestniczki, po krótkim wstępie teoretycznym, miały za zadanie stworzyć podobne wielkością kuleczki filcowe i następnie wykonać z nich proste kolczyki. Po wybraniu odpowiedniego koloru wełny, wszyscy zabrali się do pracy.
Niektóre z pań postanowiły od razu wskoczyć na głęboką wodę i stworzyć wielokolorowe kulki
Podczas wykonywania kolczyków uczestniczki nauczyły się przycinać szpilki na odpowiednią długość, tworzyć loopiki oraz prawidłowo otwierać kółeczka montażowe. Po wykonaniu pierwszego zadania nadszedł czas na coś większego, czyli naszyjnik złożony z kilku kulek, połączonych ze sobą i łańcuszkiem loopikami.
Ostatnim punktem programu było tworzenie sznurów z filcu. Sznury te miały potem stać się bransoletko-naszyjnikiem złożonym z kilku kolorów sznurów, które można było dowolnie ze sobą łączyć za pomocą zapięć magnetycznych. Tym, którzy mieli doświadczenie w robieniu kopytek, było zdecydowanie łatwiej ;)
Wełny nie miało nam prawa zabraknąć :)
Wszyscy pracowali naprawdę w wielkim skupieniu:
Po kilku godzinach wytężonej pracy twórczej, każdy mógł się pochwalić kolczykami, naszyjnikiem i bransoletką do kompletu. Oto kilka prac:

Było już ciemno, kiedy wszyscy rozeszli się do domów. Kolejnego dnia mieliśmy tworzyć jesienną biżuterię :)
DZIEŃ 2
Trochę się bałam, że nie będziemy już w tak licznym gronie — w sobotę był nadkomplet nawet, no ale niedziela... obawiałam się, czy część się nie nudziła, czy panie mają ochotę kontynuować zabawę, no i czy nie mają bardziej rodzinnych planów na ten dzień.
W oczekiwaniu na rozpoczęcie kolejnej sesji szkoleniowej, postanowiłam trochę zwiedzić okolice. Okazało się, że zaledwie 8 km dalej, w Mosznej, znajduje się bajkowy zamek z oranżerią, stadniną konną oraz mini zoo z sarnami, strusiami czy ostronosami. Fajnie odnaleźć tak niemal przypadkowo takie ładne miejsce. Gdybyście byli w pobliżu, zachęcam do odwiedzenia i do spróbowania sernika w zamkowej kawiarni :)
Po powrocie z krótkiej wycieczki okazało się, że nie miałam się czego obawiać. Stawili się niemal wszyscy. Już samo to mnie uradowało, a potem dodatkowo jeszcze moje pozytywne zaskoczenie się zwiększyło, kiedy zobaczyłam, że jedna z pań specjalnie na ten dzień upiekła ciasto, druga zaś przyniosła wielką torbę winogron. Poczułam się jak w domu :) Panie pokazywały inne swoje prace biżuteryjne i artystyczne, które naprawdę zachwycały — jeśli szukacie nowych talentów, możecie spokojnie jechać do Białej :) Od jednej z pań otrzymałam bransoletkę ze sznura koralikowego, o tę:
Bardzo dziękuję!!
Pora było zabrać się do pracy. Mieliśmy w planach zrobienie żołędziowych i dyniowych kolczyków oraz jarzębinowego naszyjnika.
Wyszła cała fura kolorowych żołędzi:
A niektóre z nich były dwukolorowe:
Przy tworzeniu dyni uczestniczki musiały wziąć w ręce igły z nitką i zrobić odpowiednie przeszycia, by powstały dyniowe bruzdy, a następnie dodać nakładki w kształcie listków i uformować kolczyki.

Ostatnim punktem programu było wykonanie naszyjnika jarzębinowego, złożonego z 3 warstw: sznura filcowego, złotego łańcuszka z dużymi ogniwkami oraz linii filcowych owoców jarzębiny, które można było albo przyszyć muliną albo nałożyć na szpilkę i stworzyć zawieszkę.
Tutaj komplet w rudym kolorze:
Można też było zrobić naszyjnik w wersji z perełkami lub kryształkami:
Warsztaty były niezmiernie udane, mimo dość chłodnej aury za oknem panowała przyjazna, sympatyczna i ciepła atmosfera, a uczestniczki mam nadzieję spędziły te dwa dni tak samo miło, jak ja. Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim za miłe przyjęcie i spędzenie ze mną dwóch dni przy wełnie i koralikach.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







































