poniedziałek, 19 maja 2014

Mikromakramowy sznur, czyli ważka ujarzmiona

Przyszła paczka z Ameryki! :D
Płynęła prawie sześć tygodni i już myślałam, że statek zatonął albo paczka zatonęła w otchłani Poczty Polskiej, ale nie. Dotarła w całości i nawet bez zagnieceń. W środku około 20 kolorów 0,5 mm nylonowej nici Superlon (S-Lon #18), trochę ceramicznych, autorskich koralików raku oraz sklepowe mieszanki japońskich drobnych koralików Toho. Te ostatnie w Polsce są bardzo popularne i można je kupić niemal w każdym sklepie z półfabrykatami do tworzenia biżuterii, ale w żadnym z nich nie oferują autorskich mieszanek (wink! wink!). Każda z nich łączy w sobie po 4–5 idealnie dobranych kolorów i jest to dobry pomysł dla tych, którzy lubią mieć wybór, a jednocześnie nie potrzebują jednego koloru w dużej ilości. 

Teraz, skoro miałam już wszystkie materiały, nadszedł czas, by rozpocząć przygodę z mikromakramą.
Zasadniczo, mikromakrama od zwykłej makramy różni się tym przedrostkiem „mikro-”. Im cieńsze nici użyte do robienia splotów, tym bardziej makrama robi się mikro. Banał, nie?
Ale, ale. Im cieńsze nici, tym trudniej się na nich pracuje, tym więcej supełków trzeba zrobić, by uzyskać pożądaną szerokość czy długość splotu i tym trudniej nad nimi wszystkimi zapanować. Level up w stosunku do bransoletek przyjaźni z muliny, zaplatanych na kolanie w latach 90.

Ja się rzuciłam na głęboką wodę. Wybrałam trzy kolory i postanowiłam stworzyć mikromakramowy sznur, który wymyślony został przez świetną Sherri Stokey (http://www.knotjustmacrame.com) i jak dotąd spotykany tylko w jej pracach. Z fruwających emaliowanych ważek wybrałam jedną i dobrałam do niej pasujące sznurki. 

S-Lon cord

Plecenie sznura (nie liczę czasu potrzebnego na rozgryzienie na podstawie zdjęć, jak taki sznur wykonać) zajęło 3 długie wieczory. Tutaj zdjęcie wyszło dosyć żółte, ale to dlatego, że robione przy lampce biurkowej gdzieś tak o 2 w nocy.

Micro-macrame spiral

W końcu jednak dzieło ujrzało światło dzienne:

Micro-macrame bracelet with dragonfly

Zostało mi jeszcze trochę z odmierzonych sznurków, więc postanowiłam dorobić do bransoletki kolczyki.

Micro-macrame earrings

Micro-macrame earrings

A potem, skoro mi już tak dobrze szło, to zrobiłam jeszcze jedne, wykorzystując mieszkankę Toho Summer Sun i nić w kolorze Rust.

Micro-macrame earrings

Lekkie, efektowne, a co najważniejsze — nawet po całym dniu noszenia ich nie czuć.

Micro-macrame earrings



wtorek, 25 marca 2014

Jesienna sowa/wiosenna sowa

W marcu jak w garncu — jakby tak zapomnieć na chwilę, jaki jest dzień w kalendarzu, to można się pomylić, czy to, co mamy za oknem, to jesień czy wiosna. Dlatego dzisiaj dwie propozycje z tym samym motywem: modnej ostatnio sowy.

Wersja jesienna:
Lariat tysiąca węzełków

Lariat powstawał chyba z tydzień: przez dwa pierwsze dni kombinowałam, jak z tej małej porcelanowej sówki zrobić naszyjnik, przez kolejne dwa wieczory filcowałam listek dębu, a przez kolejne trzy mozolnie plotłam makramowy sznur.

Macrame lariat necklace with porcelain owl

Liść jest filcowany na sucho z dwóch kolorów wełny i przeszyty złotą nicią.

Macrame lariat necklace with porcelain owl

Osnową makramowego sznura (splot spiralny) jest nylonowa nić — dzięki temu jest dość cienki i na pierwszy rzut oka nie wygląda na ręczną robotę. Zapięcie pozłacane.

Macrame lariat necklace with porcelain owl

Lariat ma jeszcze jeden feature — można rozdzielić go na dwie części i sznur z liściem nosić jako bransoletkę (super sprawa) — fantastycznie się komponuje z żołędziowymi kolczykami. Sprawdzone! :)

Macrame lariat necklace with porcelain owl


Wersja wiosenna:
Filcowana igłą zielona sowa

Trochę zieleni i trochę błękitu, przekornie kwadratowa i optymistycznie dyndająca. Wykonałam ją wg projektu FeltJar. W całości filcowana igłą na sucho.

Needle felted owl charm

 Wymiary? Około 3 cm wzrostu. No, może 4 z uszami. ;)

Needle felted owl charm

Needle felted owl charm

Skrzydełka na boki i można lecieć.

Needle felted owl charm


Która wersja podoba Wam się bardziej?

wtorek, 25 lutego 2014

Proszę Państwa, oto miś...

                             Felted bear


...miś jest bardzo grzeczny dziś. Chętnie państwu łapę poda. Nie chce podać? A to szkoda...

Lubię dzielenie się wiedzą. W poprzednim poście relacjonowałam prowadzone przeze mnie warsztaty. To niesamowite oglądać, jak teoria zamienia się w praktykę, jak uczestnicy, którzy nigdy nie próbowali filcowania, wychodzą po kilku godzinach dumni z własnoręcznie wykonanych prac. Lubię także uczestniczyć w warsztatach, ciągle podnosić swoje umiejętności, podpatrywać inne rozwiązania i próbować czegoś nowego.
Dzisiejszy miś to efekt sobotniego spotkania na warsztatach pani Magdy Katy, która tworzy cudne misie, jeże, myszki i inne stworzonka z filcu (jej stronka: Eko misie). 

W ciągu intensywnych 6 godzin powstał ten rudzielec. Filcowany był na sucho z bardzo miękkiej czesanki akrylowej. Trochę się pokłułam i złamałam raz nawet igłę, ale efekt mi się bardzo podoba.

Needle felted bear


Przypomina mi misie w dawnym stylu. Ponieważ ma przyszyte, a nie dofilcowane łapki, to są one ruchome. Dzięki temu może je podawać, może siedzieć, stać (z małą pomocą) i nawet na konika wskoczyć.



                            Needle felted bear


Miś, jaki jest, każdy widzi. To miś na miarę moich możliwości :) (ale dziś cytatów dużo ;) )


                                    Needle felted bear

Chociaż nie :) Następny będzie jeszcze lepszy!


   

A zdjęcia z warsztatów można obejrzeć tutaj

poniedziałek, 24 lutego 2014

Relacja z warsztatów walentynkowych

Mimo że ciągle jeszcze luty, to pogoda była iście wiosenna i miłość unosiła się w powietrzu. Przede wszystkim jednak podczas warsztatów widać było ogromną radość z samodzielnego wykonania biżuterii.

Bardzo dziękuję uczestniczkom za przybycie na warsztaty, spędziłyśmy je w twórczej, wesołej atmosferze, a efekty ich prac były naprawdę świetne!
Na pierwszy ogień poszły kolczyki. Poniższe, dwie kulki filcowe w różnych kolorach i różnej wielkości zawieszone na łańcuszku oraz błyszczące, fasetowane serduszko marki Swarovski, stanowiły przykładowy wzór. 

Felted earrings with Swarovski crystals

Panie z radością zabrały się do pracy. Powstały kolczyki w tonacji różu, z małymi fioletowymi kulkami z filcu. 


Warsztaty tworzenia biżuterii z filcu

Pierwsza wykonana kulka okazała się być nieco za duża, ale przecież nic się nie zmarnuje - powstał z niej wisiorek do kompletu.

Warsztatowy wisiorek z filcu

Na naszych warsztatach wcale nie trzeba było trzymać się wzorca. Każdy miał szansę zrealizować swoje pomysły, pofantazjować. W taki sposób powstały filcowe kulki z dwóch kolorów wełny, zawieszone na łańcuszku, którego długość można regulować. Eksperyment był bardzo udany - fuksja pięknie się połączyła z turkusem i przezierała przez jego wierzchnią warstwę.

Felted earrings from 2-coloured wool

Uczestniczki tak zaangażowały się w pracę nad kolczykami, że nie starczyło nam już czasu na zaplanowaną bransoletkę z filcowych sznurów. Ale co się odwlecze, to nie uciecze - wkrótce kolejne warsztaty :)

Felted rope bracelet



niedziela, 2 lutego 2014

Żiżu foto-story, czyli opowieść o kocim Tomciu Paluszku

To był naprawdę zimny, deszczowy poranek. Szare chmury wisiały nisko, a krople deszczu niesione wiatrem wciskały się w oczy i przyklejały do policzków. Zmierzający do pracy ludzie, których twarze były równie pochmurne, chowali głowy w ramionach i usiłowali uszczknąć dla siebie kawałek miejsca pod przystankowymi wiatami. Ci, którzy siedzieli w samochodach, sunęli wolno w korku. Przyszła i na mnie pora, aby do nich dołączyć.

Nie ujechałam zbyt daleko, gdy nagle usłyszałam coś jakby miauczenie. Przyciszyłam radio, ale oprócz szumu silnika nic nie było słychać. Wzruszyłam ramionami, pewnie mi się zdawało. Ale chwilę później znowu, tym razem wyraźniejsze. I do tego jeszcze skrobanie. Co to mogło być? 

Zjechałam na pobocze, wyłączyłam silnik i zaczęłam nasłuchiwać. Cichutkie skrobanie i piski co jakiś czas dochodziły z wnętrza kabiny. Rozejrzałam się wokoło, zajrzałam pod fotele i do schowka. Pusto. Wsłuchując się w dźwięki, stopniowo przesuwałam się w stronę ich źródła. I wtedy go zobaczyłam. Siedział skulony, wyraźnie przestraszony, w plastikowej kieszeni w drzwiach, tuż przy klamce. Był szary w bladoróżowe tygrysie paski, puchaty niczym maleńki kłębuszek wełny. Nie mierzył więcej jak 5 cm od czubka różowego noska po koniuszek ogona. Taki mały koci Tomcio Paluszek.



needle felted cat

- O rety, a ty tutaj skąd się wziąłeś? — wyciągnęłam ku niemu rękę.
Mruknął krótko i schował się głębiej.
- Nie bój się... Chciałeś uciec przed deszczem? Zgubiłeś się? — zagadywałam ciepło, ale kociak tylko zamerdał ogonkiem, wystraszony.
- No dobra. Nie chcesz wychodzić, to nie. Ja muszę jechać do pracy. Jak się zdecydujesz, to możesz usiąść na moim szaliku — wskazałam leżący na fotelu pasażera materiał — będzie Ci wygodniej.

Odpaliłam silnik, podgłośniłam muzykę i ruszyłam przed siebie. Udawałam, że niby nic mnie ten mały pasażer nie obchodzi, ale w głębi duszy miałam nadzieję, że ciekawość zwycięży nad strachem i maluch wyjdzie ze swej kryjówki.

Na początku nic się działo, nie słychać już było nawet żadnego miauczenia. Ale trzy skrzyżowania dalej z kieszeni wyłoniły się najpierw postawione na sztorc uszka, potem para czarnych ślepi, a na końcu łapki. Kociak, obserwując mnie uważnie, powęszył wokoło, po czym jednym susem wskoczył na fotel i schował się pod szalikiem. Ha! Moja taktyka podziałała — nie mogłam się nie uśmiechnąć. 

- No to teraz może byś się przedstawił, co? — spytałam.
Szalik się poruszył i wysunęło się spod niego ucho i jedno oko.
- Miauuu mrrr rrau miaaau — powiedział.
- O rety, ale masz długie, arystokratyczne imię. Co powiesz na to, bym mówiła na ciebie w skrócie... hmm, nie wiem... może Żiżu? — zaproponowałam.
- Mrrr... — schował się z powrotem. Nie wiem, czy oznaczało to, że mu się podoba, czy nie. Pewne jest jednak, że brakowało mu towarzystwa, bo po chwili wysunął się całkiem, miauknął i wskoczył mi na kolana. Potem otarł się o mnie i wdrapał po mojej ręce na kierownicę, a stamtąd przeskoczył na deskę rozdzielczą.

needle felted cat

- Ej, kolego, tylko nie zasłaniaj drogi — zaśmiałam się. — Przejdź tam i patrz, czy nie przejeżdżamy przypadkiem koło Twojego domu.
Żiżu rzucił mi obrażone spojrzenie i usiadł sobie przy bocznej szybie.

Tymczasem wyrwaliśmy się wreszcie z korka. Za oknem szybciej przesuwały się drzewa i latarnie, mijaliśmy autobusy i przelatywaliśmy przez kolejne skrzyżowania. Kotek jednak wyglądał na przygnębionego. Siedział nieruchomo, patrząc gdzieś w dal. „No właśnie, trzeba odnaleźć Twój dom”  pomyślałam. Do końca podróży już się nie odezwał ani nie odwrócił głowy.

needle felted cat

Podjechaliśmy pod biuro. Zaparkowałam i wyłączyłam silnik. Zawinęłam szybko szalik wokół szyi i przełożyłam torbę przez ramię.
- Idziesz ze mną?  spytałam. Żiżu, ociągając się, zszedł dumnie ze swojego punktu obserwacyjnego, po czym z uniesionym ogonkiem lekko przebiegł przez fotele i skoczył na mnie. Zaczepił się przednimi łapkami o brzeg kieszeni w kurtce i zaczął się gramolić, pomagając sobie pazurkami. Podniosłam go od dołu, a on, niczym kulka, wturlał się do środka z krótkim miauknięciem. Byliśmy gotowi.

Ledwo weszliśmy do środka, a on już zaczął się wiercić, żeby go wypuścić. Nie zdążyłam się jeszcze całkiem rozebrać, jak Żiżu już brykał po klawiaturze, wciskając kolejne klawisze. 

needle felted cat

Nagle zamarł, przykucnął, a jego ogonek zaczął chodzić na boki. Potem zerwał się, lotem błyskawicy przebiegł przez długi klawisz spacji, wykonał duży skok... i wylądował na myszce. Usiadł na niej i wypiął dumnie pierś. Wyglądał jakby pokonał co najmniej słonia.

needle felted cat

- Ale żeś potwora upolował! - pogłaskałam go łepku. Przyjął tę czułość z godnością.
- No to teraz zadzwonimy do kilku schronisk, może Cię ktoś szuka  powiedziałam i wyjęłam słuchawki. Żiżu zszedł z myszki i podszedł powoli do mikrofonu.
- Miauuu? - spytał.
- Nic nie obiecuję, ale warto spróbować  odparłam. Kilka bezowocnych rozmów telefonicznych później nastroje zaczęły opadać, a nasze miny robiły się coraz bardziej markotne. Nikt nic nie wiedział, nikt nie szukał kociego Tomcia Palucha. W pewnym momencie nawet Żiżu włączył się do poszukiwań, miaucząc do mikrofonu swoją historię  ale niestety nikt z osób szukających swoich pupili nie rozpoznał jego głosu. Kilka osób nawet rzuciło słuchawką, sądząc, że robię sobie z nich żarty. Wyglądało na to, że jest zupełnie sam.

needle felted cat

Zrezygnowany westchnął, po czym wskoczył na monitor i przycupnął na jego krawędzi. Schował łapki pod siebie, zmrużył oczy i zapadł z drzemkę, co jakiś czas uchylając powieki, aby sprawdzić, czy nadal jestem. Przez resztę dnia, kiedy klepałam w klawiaturę i gapiłam się w monitor, on leżał, co jakiś czas tylko zmieniając pozycję.

- Skończyłam  rzuciłam wreszcie, wyłączając komputer.  Możemy iść. 
Żiżu zerwał się na równe nogi. Gdyby był psem, to pewnie by merdał ogonem. 
- Na razie zatrzymasz się u mnie. Zobaczymy, może się jeszcze znajdzie Twój opiekun  wyciągnęłam ku niemu rękę, a on wdrapał się po niej i usadowił na ramieniu przy uchu. Stąd miał najlepszy widok. Teraz już całkowicie wyzbył się strachu i nabrał nieadekwatnej do jego gabarytów pewności siebie. Nie zdążyłam jeszcze dobrze się usadowić za kierownicą, a on już zajmował strategiczny punkt obserwacyjny przed przednią szybą. Z wyciągniętą szyją i ułożonym za nim prosto ogonem wyglądał niczym galion na dziobie żaglowca, prujący przez świetliste fale samochodowego morza.

needle felted cat

Dopiero kiedy podjeżdżaliśmy pod dom, zaczął się kręcić, czując, że będziemy zaraz wysiadać. W momencie, gdy wyłączyłam silnik i światła, skoczył z rozpędu prosto do swego prowizorycznego kieszeniowego transportera. Jego pewność siebie nieco słabła w zetknięciu ze światem zewnętrznym, szczególnie kiedy ten świat był mokry i pełny brudnych kałuż. Wydaje mi się jednak, że wolałby mętną kałużę i suszenie zimnym wiatrem od tego, co zafundowałam mu potem.
- Ale zrozum  próbowałam mu tłumaczyć, trzymając go nad umywalką wypełnioną ciepłą wodę  ja nie wiem, przez co ty się musiałeś przeczołgać, żeby trafić do mojego auta. No i muszę to powiedzieć  zbyt czysty to ty teraz nie jesteś. 
- Miaaaaaaauuu! - przeciągle pisnął, rozczapierzając wszystkie swoje pazurki. Puściłam go na blat, a on czmychnął za kubek ze szczoteczkami i zaczął histerycznie się wylizywać.
- No bez żartów  skrzyżowałam na piersiach ręce  o tym to trzeba było pomyśleć wcześniej, zanim doprowadziłeś się do takiego stanu  odsunęłam kubek i ignorując przeciągłe miauki, delikatnie zmoczyłam mu futerko, namydliłam i pomału spłukałam wodą. 

Obok na kaloryferze grzał się już ręcznik. Kiedy kąpiel dobiegła końca, odwróciłam się, by go zdjąć. Ten ułamek sekundy wystarczył jednak, by Żiżu na pohybel rzucił się z wysokości blatu i zostawiając po sobie smugę wody, wyskoczył z łazienki. Pobiegłam za nim z ręcznikiem w ręku, starając się nie poźliznąć na mokrej podłodze. Przeleciał prosto przez przedpokój, wpadł do pokoju i wskoczył na najwyższe drzewo, jakie mógł znaleźć. Jak to dobrze, że Żiżu mierzył 5 cm  jego topolą okazał się kwiatek w żółtej doniczce, który stał na parapecie. Przykleił się pazurkami do jego łodygi i schował między liśćmi.

needle felted cat

- Żiżu... daj się wytrzeć. Obiecuję, że więcej kąpieli już dzisiaj nie będzie, ok?
Niechętnie, prychając i fukając z oburzenia, kotek dał się zdjąć z kwiatka i opatulić ręcznikiem. Kiedy spod niego wyszedł, jego futerko lśniło, było puszyste i miękkie w dotyku.

needle felted cat

- Wyglądasz wspaniale  powiedziałam.
-  Mrrr...  docenił komplement Żiżu.
- Idealnie, żeby zapoznać się z innymi domownikami.
- Miau?  spytał zaskoczony.
- No tak, chodź, poznasz Felę  powiedziałam zachęcająco.

Fela, nasz paskowany, wiejski rasowiec, wylegiwała się w kuchni, czekając w pogotowiu, aż zawartość miski sama się upoluje.
Żiżu wszedł nieco nieśmiało do środka i stanął tuż za nią.
- Miauuu  zagaił cicho.
Fela, wyrwana ze stand-by'a, rozejrzała się wokoło.

needle felted cat

- Miauuuu mrrrah  nieco głośniej zamiauczał Żiżu. 
Kotka poderwała się na nogi, odwróciła i w jednej chwili była już przy pasiastej kulce. Kulka ta wyglądała na jeszcze bardziej kulistą, kiedy Fela obwąchiwała ją z każdej strony.
Trwało to przed krótką chwilę, ale dla mnie (i pewnie dla Żiżu) wydawało się to wiecznością. Nie wiedziałam, czy Fela potraktuje kociaka jak appetizer przed daniem głównym, zabawkę czy intruza. Żiżu chyba też nie był pewny, ale że był odważnym dzikim tygrysem, postanowił zaczekać i z godnością przetrwać zapoznawanie się.


needle felted cat

I wtedy stało się coś nieoczekiwanego. Fela skończyła go obwąchiwać, cofnęła głowę, przyjrzała mu się raz jeszcze, po czym dopadła go jak puma leniwca i przelizała go przeciągle od lewego ucha po 4 pasek na plecach, licząc od góry. A potem znowu klapnęła pod ścianą i przymknęła oczy, mrucząc basowo.


Żiżu rzucił mi tryumfalne spojrzenie, po czym lekko na nią wskoczył, ugniótł sobie miejscówkę na jej plecach i usiadł. Fela nawet nie drgnęła.
Teraz oboje już mruczeli na zmianę, mrużąc ślepia. Nie dowierzając w to, co widzę, klapnęłam z wrażenia na krzesło. Takiego kota to nie widziałam jak żyję.

needle felted cat

Nie dali mi jednak dłużej pokontemplować. Teraz to były już dwa koty czekające na pełną miskę. Fela wskoczyła na stół i zaczęła się ocierać i pomiaukiwać. Żiżu zaś kręcił się na dole, obwąchując wszystkie kąty.

Wstałam i otworzyłam pudełko z karmą. Brzdęk kocich chrupków spadających do metalowej miseczki to najpiękniejsza melodia dla kotów. Przynajmniej zawsze tak sądziłam. Szczególnie wtedy, gdy widziałam, jak Fela rzuca się do miski i warcząc, łapczywie pożera zawartość.
Ale nie dla Żiżu. 
- Miau  rzucił krótko, patrząc z przekąsem na Felę.
- Co jest? Nie chcesz karmy?  spytałam. Podrzuciłam mu parę chrupków, ale nie, nie ruszył. No to może trochę kocich przysmaków?  potrząsnęłam saszetką z rybnymi cząsteczkami. Tylko zastrzygł uchem. Kurczak? Mleczko? Mój obiad?  wszystko nie.
Rozłożyłam ręce  no to już nie wiem, co ci dać. Musi być coś, co jesz, prawda?  zerknęłam tknięta myślą, że może właśnie nie, on nie musi.
- Mrrr  zamruczał Żiżu i zaczął węszyć dookoła. Obszedł zanurzoną w misce Felę, zajrzał pod stół i za kosz na śmieci. Kiedy doszedł do lodówki, otworzyłam mu ją i podniosłam go, żeby wskazał, czy chce coś z jej zawartości, ale szybko zszedł po moich spodniach na dół.
Potem stanął, uniósł łepek w górę i poruszył parę razy różowym noskiem. Natrafił chyba na jakiś trop, bo szybko uczepił się rogu obrusa i wdrapał na stół. 

Oprócz starej gazety i kubka z niedopitą poranną kawą stała tam tylko miska z jabłkami. 
Żiżu uniósł pionowo ogon, załamując jedynie jego czubek, po czym lekko i radośnie w niej zanurkował.
- Kąpałeś się już?  zapytałam zaskoczona.
Chwilę później usłyszałam skrobanie, a kiedy się przysunęłam, kotek wysunął główkę z wnętrza naczynia i zlizywał z mordki soczyste kawałeczki jabłkowego miąższu.

needle felted cat

- Jabłka?!  krzyknęłam  Ty jesz jabłka??
- Mrauuuu  zagruchał Żiżu i uśmiechnął się szeroko po kociemu. Wyglądał naprawdę na szczęśliwego.
- No to już wszystko jasne, jesteśmy w domu - powiedziałam.

I Żiżu chyba faktycznie był. 

needle felted cat

Mnie jednak nie dawało spokoju jedno. Skąd się wziął w moim samochodzie tego deszczowego poranka i gdzie jest jego właściciel. Sprawiał bowiem wrażenie naprawdę osobliwego kota, z manierami i poczuciem godności, a przy tym obytym w ludzko-kocim towarzystwie. 

Dzwonienie po schroniskach nic nie dało, ale może jakieś ogłoszenie przyniosłoby skutek? Piszę zatem ten apel: jeśli Ty lub ktoś z Twoich znajomych szuka swojego pupila, to jest on teraz u mnie i pożera właśnie kolejną szarą renetę. Dzisiaj już chyba szarlotki nie będzie...

niedziela, 22 grudnia 2013

Świąteczna biżuteria, czyli poznajcie Rudolfa

Święta Bożego Narodzenia to okres spotkań z rodziną i coroczny problem, co na siebie włożyć. Czy podczas Wigilii trzeba być ubranym jak na otwarcie roku szkolnego, na galowo? Czy gładka bluzka i spódnica to za dużo, a wyciągnięty sweter to za mało? Trudno wyśrodkować, aby z jednej strony wyglądać elegancko i uroczyście, a z drugiej nie przesadzić i nie wyglądać jak z gali rozdania nagród filmowych. A jak już wybierzemy strój, to jak go uzupełnić? Moja propozycja to elegancja, ale z przymrużeniem oka, czyli poznajcie Rudolfa.

felted necklace reindeer

Rudolf to czerwony renifer, który był tak dobry, że dał się zaprząc w łańcuch razem z grafitowymi perełkami i małymi filcowymi koralikami. Przy zapięciu zaś znajduje się łańcuszek przedłużający ozdobiony filcową kuleczką. Muszę Wam w tym miejscu wyznać, że zrobienie takich małych równych kulek jest znacznie trudniejsze niż robienie większych form — potrzebną do ich wykonania niewielką ilość wełny łatwo podczas filcowania zgnieść na placek, a wtedy trzeba zaczynać od początku. Dlatego jestem naprawdę zadowolona z finalnego efektu.  

                             


Sprawdziłam też, w jakim towarzystwie Rudolf się najlepiej czuje. Gładka szara lub grafitowa bluzka w dekoltem w łódkę będzie naprawdę dobrym wyborem.




Wesołych świąt!

piątek, 13 grudnia 2013

Wrzosowy melanż

Od razu mówię, nie, nie chodzi o imprezę, a o wełnę czesankową w tonacji różowo-wrzosowej. Aczkolwiek to, co z niej przygotowałam, można spokojnie na świąteczne imprezy założyć. Wypatrzyłam ją w sklepie internetowym, no i po prostu musiałam ją mieć. Pięknie wybarwione pasma różu, fioletu i bordo po ufilcowaniu dają ładny wrzosowy odcień. A jeśli się filcuje na sucho, to już można zaszaleć i tworzyć spirale z kilku kolorów. Już jakiś czas temu pokazywałam Wam to zdjęcie z produkcji na Facebooku:

filcowanie na sucho



W ciągu tego jednego (ale za do baaardzo długiego) wieczoru powstały kolczyki i dwie bransoletki.
Kolczyki składają się z filcowych kulek: wrzosowych i różowych oraz porcelanowych korali w kwiatki.

wrzosowe kolczyki filcowane na sucho

Bransoletka typu lilou w zasadzie sama się chciała zrobić. Od razu miałam na nią pomysł, a sposób zapięcia w postaci połączonych ze sobą pętelek i sprytnych przesuwnych supłów uważam za bardzo prosty i jednocześnie efektowny. Gwiazdka wykonana jest z turkusu syntetycznego, do tego dwie filcowane na sucho kulki i metalowe koraliki. I na pętelce z tyłu gwiazdkowa zawieszka.

bransoletka typu lilou z filcowymi koralami i turkusem


bransoletka typu lilou z melanżowej czesanki

 Tak się prezentuje na ręce:

bransoletka typu lilou z melanżowej czesankizapięcie bransoletki typu lilou


Druga bransoletka wymagała zdecydowanie więcej pracy i czasu, choć najdłużej zajęło czekanie na listonosza z zamówionym sznurkiem jubilerskim w odpowiednim kolorze (fantastyczny sznurek marki PEGA), bo same kuleczki powstały tego samego wieczoru. W tej shamballi oprócz filcowych kulek w kolorze różu, bordo i wrzosu znajdziecie także koraliki szklane spectra i z naturalnego jadeitu. Końcówki zaplecione są węzłem ósemkowym i ozdobione szklanymi koralikami crackle. Bardzo wygodnie się ich używa do zaciskania bransoletki na ręce.

shamballa z koralami z filcu

shamballa z koralami z filcu i węzłem ósemkowym

I na koniec parę zdjęć rodzinnych:

kolczyki i shamballa z filcowymi koralami


kolczyki i bransoletki z melanżowej czesanki


Jeśli chcielibyście obejrzeć je na żywo, to będą one gościć na kiermaszu świątecznym, który odbędzie się w kawiarni Pod Stopami 15 grudnia.